
Nie jestem fanem Internet Explorer. Choć rodzina tych przeglądarek ma niewątpliwy udział w rozwoju internetu na świecie, to jestem w stanie pokusić się o stwierdzenie, że rozwój ten był przez wiele lat przyhamowany. Dopiero popularyzacja alternatywnych przeglądarek pchnęła ten rozwój, trochę do przodu. Nie mniej, przez wiele lat, deweloperzy stron internetowych oglądali się za siebie, ze względu na potrzebę zachowania kompatybilności z (dominującą) przeglądarką Microsoftu. W ostatnich dniach pojawiła się informacja mówiąca, że dziewiąta odsłona Internet Explorera nie będzie dostępna dla Windows XP. Microsoft potwierdza taki stan rzeczy. W USA informacja wywołała duże poruszenie. Zadaję sobie jednak pytanie: o co tyle szumu?
Rozumiem, że użytkownicy (szczególnie ci mniej zaawansowani) nie chcą eksperymentować z nowymi rozwiązaniami, tudzież przeglądarkami. Microsoft najwyraźniej sam ich do tego zmusza, a raczej zmusi za jakiś czas. Windows XP jest obecnie najpopularniejszym systemem operacyjnym na rynku i zapewne jeszcze przez jakiś czas pozostanie. Rezygnacja ze wsparcia XP to prosta droga do utraty udziałów IE w rynku przeglądarek. Firefox, Chrome, Opera czy nawet Safari – twórcy tych przeglądarek tylko czekają na taką okazję.
Microsoft liczy chyba na to, że ograniczanie wsparcia XP zmobilizuje użytkowników do migracji na Windows 7. Odnoszę wrażenie, że koncern przecenia wartość Internet Explorera. O ile w USA (bastionie Microsoftu) taka strategia może nawet odnieść jakiś skutek, o tyle w Europie doprowadzi ona do wspomnianej już utraty udziałów w rynku. Już w tej chwili, Firefox ma znaczący udział na starym kontynencie. Polska jest liderem w tym względzie, gdyż wszystkie wersje ognistego liska mają u nas 54,54 % rynku (listopad 2009).
Nie twierdzę oczywiście, że migracja do Windows 7 nie powinna nastąpić. Postępu zatrzymać się nie da. Ale przyznacie, że konieczność wymiany przeglądarki to trochę naciągany powód do zmian.
PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).






