
Nawet solidarność blogerów nie pozwala mi powiedzieć, że wierze Michaelowi Arringtonowi w sprawie CrunchPada. Twórca TechCrunch bardzo zmyślnie skonstruował post o śmierci projektu i oszustwie ze strony Fusion Garage. W dniu wczorajszym odbyła się konferencja prasowa szefa Fusion Garage – Chandry Rathakrishnana (na zdjęciu powyżej). Nikt z nas nie wie jaka jest prawda w całej tej historii, ale to co powiedział Rathakrishnan przemawia do mnie bardziej niż słowa Arringtona.
Chandra Rathakrishnan mówił wczoraj o kilku bardzo ważnych aspektach sprawy, które w mojej opinii tworzą pewną całość. Poniżej moje przemyślenia na temat tej historii.
Rathakrishnan powiedział, że jego firma tworzyła internetowy system operacyjny (w stylu Chrome OS) zanim jeszcze Arrington napisał na TC o swoim pomyśle stworzenia tabletu internetowego. Rathakrishnan i Arrington skontaktowali się ze sobą w celu podjęcia współpracy. Mike miał zająć się promocją i poszukiwaniem inwestorów dla projektu oraz ewentualnie kupić Fusion Garage.
Jest to bardzo ciekawy aspekt sprawy, gdyż znając specyfikę TC i zainteresowanie startupami, Arrington mógłby chcieć kupić sobie jedną z tych firm, a nie tylko opisywać je na blogu. Z drugiej strony, wiarygodny jest dla mnie fakt, że Fusion Garage tworzyła po cichu system operacyjny, a potencjalne urządzenia miało powstać później. Pojawienie się Arringtona miało przyśpieszyć sprawę. Wydaje się, że gdyby Mike nie nawiązał współpracy, Fusion Garage samodzielnie stworzyłoby urządzenie (może w innej formie), choć bez całego szumu medialnego od TC.
Fusion Garage nie podpisało z Arringtonem umowy regulującej stworzenie CrunchPada. Obie strony liczyły zapewne na przejęcie firmy przez Mike’a. To z kolei zdaje się potwierdzać, dlaczego Arrington unika tematu umów. W między czasie, w Fusion Garage pojawili się udziałowcy, którzy uniemożliwi Arringtonowi kupienie firmy, decydując również o zerwaniu współpracy z TC.
Według nich nazwa i promocja jakiej Mike udzielił projektowi, nie stawiały go na zbyt mocnej pozycji do negocjacji (biorąc pod uwagę, że według Fusion Garage to oni wykonali techniczną całość projektu). Zaproponowali mu jednak możliwość odkupienia praw do nazwy CrunchPad i dalszy udział w projekcie (zapewne w zamian za udziały) jako promotora. Wiemy jak to się skończyło.
Myślę, że w tej historii nie chodzi o uczciwość, ale o niefrasobliwość i niską świadomość Arringtona. Nawet pierwotna cena – 200$ za CrunchPada była nierealna. Mike chciał zgarnąć całość chwały za urządzenie, któremu nadał tylko nazwę. Sorry Mike. Takie rzeczy to tylko w Apple. JooJoo nie wróżę natomiast wielkiej kariery.
Źródło relacji z konferencji: Engadget
PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).






