
Na temat CrunchPada pisałem już w lipcu ubiegłego roku, wtedy jeszcze na Antyweb. Dzisiaj natomiast Business Insider analizuje sprawę. Michael Arrington najwyraźniej obudził się pewnego dnia i stwierdził, że chce być jak Steve Jobs. W końcu produkcja elektroniki użytkowej nie może być trudniejsza od prowadzenia bloga, prawda? Tak Arrington postanowił stworzyć CrunchPada – tablet internetowy, służący między innymi do czytania TC.
W międzyczasie wdzieliśmy kilka prototypów urządzenia. Z każdą kolejną rewizją projektu wzrastała jego cena, z 200$ na starcie, do 400$ ostatnio, a nawet 700$ (według różnych źródeł). Poza tym, Arrington informował, że na przełomie lipca i sierpnia, będzie miało miejsce duże wydarzenie związane z CrunchPadem. Urządzenie miało potem trafić bardzo szybko do sprzedaży.
Nie muszę nikomu chyba jednak przypominać, że mamy już listopad, a nic się nie wydarzyło. Niektórzy uważają, że Arrington wstrzymał projekt ze względu na Google Chrome OS, który miałby stanowić świetne uzupełnienie dla CrunchPada. Wydawałoby się jednak, że Mike poinformowałby ogół o takiej zmianie. Nie byłaby to bowiem żadna wpadka, a słuszna decyzja.
Według mnie, problem jest w innym miejscu. Arrington przecenił swoje możliwości oraz podjął złe decyzje. Wybrano drogie technologie, które mają ostateczny wpływ na cenę końcową, która z kolei zmniejsza potencjalne grono odbiorców. Zastosowanie tańszych komponentów wiązało się natomiast z koniecznością zamówienia urządzenia gdzieś w Chinach. Podejrzewam jednak, że planowana ilość wyprodukowanych CrunchPadów nie pozwalała na złożenie takiego zamówienie. Produkcja sprzętu komputerowego nie jest jednak tak prosta jakby mogło się wydawać.
PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).






