Dzisiaj na DailyTECH coś dla miłośników Apple, czyli gościnny test alumioniowego MacBooka Pro 15 cali – model z 2008 roku. Test został przeprowadzony przez Marcina Rogalskiego znanego Wam z Flakera jako Mawek. Zachęcam Was gorąco do jego przeczytania i dyskusji na temat tego notebooka.

Od pół roku jestem posiadaczem 15 calowego, aluminiowego MacBooka Pro z 2008 roku. Przez ten czas zdążyłem się już z nim trochę zaprzyjaźnić i korzystając z uprzejmości Pawła postanowiłem podzielić się z Wami na DailyTECH.pl moimi odczuciami.
Na początek specyfikacja komputera.
MacBook Pro 15 cali Unibody – Model 2008:
- Procesor: 2,4 GHz Intel Core 2 Duo
- Ram: 2 GB 1067 MHz DDR3 (2 x 1 GB)
- Dysk HDD: 250 GB Serial ATA 5400 rpm
- Ekran: 15,4 cala, rozdzielczość 1440×900, podświetlony LED
- Karta graficzna: NVIDIA GeForce 9400M + NVIDIA GeForce 9600M GT
- Łączność: Wi-Fi Airport 802.11n, Bluetooth 2.1+EDR, Gigabit Ethernet
- Porty: 2x USB 2.0, Mini DisplayPort, FireWire 800, Audio in i out, ExpredsCard
- Dodatki: kamera internetowa iSight, mikrofon
- System: Mac OS X Leopard 10.5
- Bateria: 4622 mAh
- Waga: 2.49 kg
W pudełku:
Jak przystało na Apple, bardzo małe, estetycznie wykonane pudełeczko, wewnątrz którego, poza samym komputerem znajdziemy szmatkę do czyszczenia ekranu, płytę z systemem Mac OS X, kabelki i zasilacz MagSafe, baterię, instalacyjne DVD, dokumentację. Wszystko w minimalistycznym i miłym dla oka wydaniu.
Ergonomia, estetyka i wygląd:
Bez wątpienia jest to najładniejszy i najstaranniej wykonany laptop, dostępny na rynku. Aluminiowa obudowa sprawia solidne wrażenie, sprzęt jest dosyć cienki, brak niepotrzebnych załamań i elementów zakłócających spójny wygląd, wszystko jest na swoim miejscu, maksymalnie uproszczone, ale z wielką dbałością o szczegóły – po prostu piękne. Widać wielką przepaść między segmentem PC z Windows, a komputerami Apple. Jedyne produkty o zbliżonym standardzie to seria notebooków FW od Sony, która moim zdaniem jest jednak trochę przekombinowana.

Teraz pora na kilka własnych przemyśleń. Kwestia która od zawsze mnie interesowała – dlaczego projektanci laptopów z segmentu PC nie mogą po prostu zrobić prostego kadłubka o zaokrąglonych rogach, który wygląda elegancko i estetycznie. Wcięcia, zgrubienia, zwężanie ku brzegom, wystające elementy, wygląda to często jakby zalewali płytę główną wraz z innymi podzespołami bezpośrednio w plastiku. Natomiast materiał użyty do jego wykonania przypomina jakościowo obudowę dekodera MINI naszej rodzimej platformy cyfrowej wraz z dosypką żwirku z kociej kuwety.

Jestem zdania, że sprzęt przy którym siedzę kilka godzin dziennie powinien powodować miłe odczucia estetyczne, być po prostu ładny. Może to błahostki, ale z obserwacji własnej osoby widzę, że na takim sprzęcie pracuje się znacznie przyjemniej.
Obudowa MacBooka w zasadzie się nie rysuje. Wyjątkiem jest spód laptopa, gdyż nóżki są bardzo niskie, a suwanie komputerem po blacie czasem kończy się rysą. Na szczęście ten rodzaj aluminium (fachowo zwie się chyba „czesanym”) nie sprawia problemów w utrzymaniu czystości. Mokra i sucha szmatka + płyn do naczyń załatwiają wszystkie problemy, co ciekawe, małe ryski można usunąć delikatnie polerując powierzchnie podczas mycia.
Wydajność i technologia:
Odnośnie portów – obecność tylko dwóch USB można przełknąć bez większego problemu. Brak portu HDMI to jednak porażka na całej linii. Nie obchodzi mnie, że mam Mini DisplayPort, gdyż jest to niszowy i mało popularny standard. HDMI jest natomiast obecnie praktycznie wszędzie. Mam w domu telewizory dysponujące wejściami HDMI. Chcąc jednak obejrzeć film muszę niestety, gonić po Acera rodziców, który choć kosztuje 1/3 ceny MacBooka, posiada HDMI. Nie rozumiem też dyskusji o wyższości DisplayPort nad HDMI. Co z tego, że oferuje on większą rozdzielczość przesyłania obrazu, skoro przy natywnej 1440×900, mój MacBook Pro w wielu operacjach po prostu wymięka.

Przykład: Oglądam tutorial odnośnie iPhone SDK. Po 20 minutach komputer osiąga temperaturę 80 stopni, a klawisze stają się okrutnie ciepłe. Dotykając sprzętu w okolicach złącza MagSafe zwyczajnie można się poparzyć. Zaznaczam, że jest to w natywnej rozdzielczości 1440×900, strach pomyśleć co by się działo przy wyższej rozdzielczości poprzez DisplayPort.
Wykorzystuje komputer do webdesignu (Photoshop), programowania (zwłaszcza sieć, Python, PHP, ostatnio tez wspomniany iPhone SDK). Doszedłem jednak do wniosku (opierając się na wrażeniach z codziennej pracy), że MacBook Pro wcale nie jest Pro. Według mnie to paplanina ludzi od marketingu. Nie jestem wrogiem Apple, ale zwyczajnie uważam, że żaden notebook przy dzisiejszym rozwoju techniki nie może być PRO (pomijam komputery DTR typu Alienware, gdyż myślę o mobilnym sprzęcie, który jest lekki i dość łatwy w przenoszeniu). Jedyne co możemy obecnie odróżnić od rynku notebooków to netbooki (paradoksalnie będące głównym rynkiem).

Wróćmy jednak na chwilę do kwestii sensu DisplayPort w MacBooku Pro. Załóżmy że jakoś przełknęliśmy ten standard, poradziliśmy sobie z temperaturą i znaleźliśmy zastosowanie przy którym nasz laptop nie powoduje oparzeń 3 stopnia. Pojawia się następny problem. Apple zafundowało nam DisplayPort w wersji MINI. Orientowałem się kilka razy na temat przejściówki mini DisplayPort->DisplayPort. Okazało się, że taka nie istnieje. Jesteśmy więc skazani na monitory od Apple albo na kupno przejściówki DisplayPort->DVI. Jest to jednak krok w tył. Osobiście zastanawiałem się nad kupnem monitora DELL 2408 WFP, który posiada DisplayPort oraz świetny stosunek cena/jakość. Musiałem jednak zrezygnować, ponieważ jedyną opcją połączenia z MacBooka było wykorzystanie złącza DVI + zakup odpowiedniej przejściówki. Różnicy w jakości obrazu zapewne bym pewnie nie zobaczył, ale w taki sposób można sobie wytłumaczyć wszystko. Nie zmienia to jednak faktu, że mam komputer z mini DisplayPort z którego nie mogę skorzystać w sposób jaki bym chciał.
Niewątpliwą wpadką jest również kwestia pamięci RAM. Notebook standardowo wyposażony jest w 2 sloty pamięci, w których umieszczono dwie kości 1 GB. W sytuacji kiedy chcemy rozbudować pamięć RAM, musimy kupić 2x 2 GB. Jeżeli wybierzemy dedykowane kości przepłacimy dwa razy. Ja wybrałem pamięć Kingston, która miała rekomendacje użytkowników. Po założeniu kości komputer zaczął być niestabilny. W losowych momentach system się zawieszał, a na ekranie pojawiały się pasy. Po powrocie do starej konfiguracji problemy zniknęły. Zainteresowany tematem przeszukałem kilka for w sieci. Okazało się że problem jest dość powszechny. Wśród kilku hipotez były takie, że powodem złego działania komputera są kości Kingston, a problem powstaje podczas rozbudowy RAM do 4 GB. Ktoś radził też, aby włożyć jedną kość oryginalną a drugą dokupioną. Szczerze mówiąc nie zrobiłem tego. Kupiłem laptopa za grube pieniądze, oczekując, że będzie po prostu działał. Gdybym chciał dłubać przy nim, kupiłbym PC. W związku z tym, kupiony RAM leż sobie teraz i kurzy się w szafie.

Zaznaczę, że opisywane problemy, nie są tylko kwestią mojego egzemplarza. Czytałem dyskusje w których ludzie opisywali, że wymieniali sprzęt kilka razy, a i tak nie przyniosło to efektu. Rozumiem, że sprzęt może nie działać idealnie, ale zaznaczam, że mamy do czynienia z klasą „Pro”. Takie problemy nie są dopuszczalne w takim sprzęcie, nie za takie pieniądze. Rozbudowa RAM to przecież podstawa.
Ekran:
W codziennej pracy tj. przeglądanie internetu, pisanie, amatorska obróbka zdjęć na potrzeby www, ekran spisuje się dobrze. Barwy są nasycone, a do kątów widzenia nie można się przyczepić. Ekran nie męczy wzroku, a to wielka zaleta.

No tak… ale sprzęt jest przecież Pro i tutaj zaczynają się schody. Pomijam kwestię połyskliwej matrycy. Na ten temat, w sieci możemy przeczytać setki dyskusji. Używam notebooka do zabawy w Photoshopie, dlatego zwracam uwagę na szczegóły. Podczas pracy z ciemnymi kolorami (w zasadzie ekran był kompletnie czarny) zauważyłem podświetlanie matrycy. Przygotowałem poglądowe obrazki. Pierwszy to rysunek prezentujący wyraźnie kształt podświetlenia, drugi to efekt jaki rzeczywiście występuje.

Ta „usterka” to przypadłość jednak przypadłość większości ekranów LCD, nie w takim samym stopniu, ale jednak jest to dość powszechne. Wydawałoby się, że komputer klasy Pro, nie powinien cierpieć na tego typu problem, a przynajmniej go minimalizować.
Kwestia odwzorowania kolorów matrycy również daje o sobie znać. Zapisując swoją pracę w formacie dla sieci, oglądałem jej efekty na innych monitorach. Czasami w obrazach widoczne były wyraźne przebarwienia, zmiany odcieni, oglądając tą samą pracę na MacBook Pro „niedoróbki” zobaczyłem dopiero po maksymalnym odchyleniu matrycy do tyłu oraz dużym kącie patrzenia na ekran.
Idąc dalej tropem ekranowych wpadek, opisywanych w kontekście DisplayPort, rozdzielczość którą oferuje nam 15 calowy MacBook Pro to pomyłka. Obszar roboczy jest śmiesznie mały (1440×900) jak na komputer tej klasy. Praca z kilkoma warstwami lub większym zdjęciem zdecydowanie nie jest komfortowa. Oczywiście, zostaje opcja zewnętrznego monitora, ale ten temat już poruszałem.
Naturalnie, rozdzielczość jest wystarczająca do zwykłej pracy (pisanie, internet itd.), ale model który zakupiłem jest podobno rozwiązaniem dla profesjonalistów. Po raz kolejny nie rozumiem Apple. Robimy sprzęt, który jest ładny, kosztuje „trochę” więcej niż konkurencyjne rozwiązania, ale oferuje lepszą jakość, ergonomie, wygodę i nikt nikomu nie mydli oczu. Z jednej strony mamy wodotryski jak Mini DisplayPort, FireWire, cenę 2–3 razy większą niż podobne rozwiązania z segmentu PC, wszystko ujęte w kategorię Pro, a z drugiej sprzęt który na wielu płaszczyznach daje ciała po całości, a do zastosowań odrobinę bardziej wymagających zwyczajnie się nie nadaje.
Klawiatura i touchpad:
Te dwa elementy to zdecydowanie najlepszy element opisywanego notebooka. Klawiatura jest dość niska, ale jednocześnie posiada wyraźny i miękki skok. Klawisze są od siebie odseparowane, znajdują się w wygodnej odległości. Dopełnieniem całości jest świetnie rozwiązane podświetlenie klawiszy, które jest warte każdych pieniędzy. Jasność ekranu i podświetlenie klawiszy standardowo jest uzależnione od jasności pomieszczenia, w którym się znajdujemy (tuż przy kamerze iSight umieszczony jest czujnik natężenia oświetlenia). Kiedy światło przygasa, klawiatura intensywniej się podświetla, matryca delikatnie ciemnieje. Jeżeli ustawienia nam nie odpowiadają możemy je swobodnie zmienić w opcjach systemu lub regulować za pomocą skrótów klawiszowych.

Spotkałem się z opinią, iż nowa klawiatura w MacBookach nie zostawia śladów na ekranie po zamknięciu notebooka. Nie jest to jednak prawda. Kilkakrotnie zdarzyło mi się że na dolnej części matrycy pozostawały smugi oraz kształty klawiszy. Nie jest to szczególnie częste i uciążliwe, ale się zdarza.
Touchpad natomiast jest wykonany z plastiku, przypominającego trochę w dotyku szkło. Obsługuje on technologię multitouch (wykrywa 4 punkty nacisku) oferujący nam szereg niezwykle użytecznych funkcji. W zasadzie jeżeli przyzwyczaimy się do tak wygodnej nawigacji ciężko jest się przestawić na „stare” rozwiązania. Touchpad lekko klika pełniąc funkcję prawego przycisku myszy, dolne rogi są programowalne. Osobiście prawy przycisk myszy ustawiłem jako dotknięcie dwoma palcami – jest to bardzo wygodne. Używałem wielu touchpadów, ale muszę przyznać, że ten od Apple nie ma sobie równych, można bez obaw pozbyć się myszki, jeżeli nasza praca nie wymaga dokładnych kliknięć i ruchów.
Wydajność urządzenia i czas pracy na baterii:
Krótko o baterii. W testowanym modelu wytrzymuje ona około 4 godzin z włączonym modułem AirPort (sieć Wi-Fi) i podświetleniem matrycy na poziomie zapewniającym komfort dla oczu. Moja bateria jest po 11 cyklach ładowania. Trzeba pamiętać aby, co jakiś czas ją rozładować w celu utrzymania jej dobrej kondycji. Apple opisuje idealnego użytkownika MacBooka jako osobę, która w drodze do pracy korzysta z wewnętrznego zasilania komputera, a w biurze podłącza go do ładowania. Dzięki temu ładunki są w ciągłym ruchu, a to podobno jest niezbędne do zachowania wydajności baterii.
System:
Na temat systemu Mac OS X można by napisać całą książkę. Zapewne nawet napisano. Po przesiadce z Windows, różnica jest wielka. W Mac OS X wszystko jest bardzo proste, intuicyjne i niezwykle wygodne. W codziennej pracy nie ma nic lepszego i bardziej wygodnego od tego co poznałem w tym systemie. Zdecydowanie nie zamierzam wracać do okienek.
Podsumowanie:
MacBook Pro z 2008 roku to sprzęt, który doskonale sprawdza się jako narzędzie codziennej pracy, służące do przeglądania internetu i wykonywania niewymagających operacji. Jakość wykonania oraz ergonomia laptopa nie ma sobie równych, używanie go to czysta przyjemność i wielki komfort. Model ten natomiast kompletnie nie nadaje się do większości profesjonalnych rozwiązań, ze względu na niepopularne wyjście monitorowe, niską rozdzielczość ekranu, nie najlepsza matryca i wysokie skoki temperatury.
Czy opisywany MacBook Pro jest warty swojej ceny? Zdecydowanie nie. Czy kupiłbym go jeszcze raz? Oczywiście, ale byłaby to wersja MacBook Pro 13 cali z 2009 roku. Notebook w tej wersji jest lżejszy, mniejszy, bardziej mobilny oraz posiada wyeliminowane opisywane przeze mnie wady. Nie mniej, seria komputerów MacBook to sprzęt nie mający na chwilę obecną żadnej alternatywy, która zapewniłaby podobną jakość i wygodę w codziennym użytkowaniu.
Plusy i minusy:
- + Jakość wykonania
- + Intuicyjny system
- + Touchpad i klawiatura
- + Czas pracy na baterii
- - Wysokie temperatury pracy
- - Brak portu HDMI
- - Odwzorowanie niektórych kolorów
- - Widoczne podświetlenia matrycy
- - Problem z rozbudową RAM
- - Cena
Ocena: 2/5
PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).






