
„Jest już ciemno…” tymi słowami zaczyna jedną ze swoich piosenek kultowy w środowisku nastolatek zespół Feel. Być może ten ubóstwiany przez siusiumajtki utwór nie powstałby, gdyby jego twórca posiadał – w niesprzyjających okolicznościach oświetleniowych – zarówno Samsunga Wave, jak i zainstalowaną na nim aplikację TorchWave.
Program ten, kosztujący w Samsung Apps zaledwie 8 złotych (albo i „aż” – w kontekście cen panujących np. w applowskim App Store), autorstwa Ivana Pogodova (zdradzającego nazwiskiem wschodnie korzenie), posiada pewną przydatną cechę odróżniającą go od zalewu podobnych aplikacji, mających na celu mniej lub bardziej udane naśladowanie latarki.

Przed zakupem TorchWave – słysząc wiele negatywnych opinii o API systemu BadaOS, które to rzekomo nie pozwala programom firm trzecich na oderwaną od swojego przyrodzonego celu obsługę diody wbudowanej w Samsunga Wave – podchodziłem, jak mawiała kiedyś pewna pani z reklamy, z pewną taką nieśmiałością do produktu sąsiadów zza wschodniej granicy, w końcu za owe osiem złotych polskich można nabyć całkiem przyzwoite cztery piwa, będące jak znalazł na panujące wkoło upały. Albo dwie butelki… Zaraz, zaraz, odbiegam nieco od meritum sprawy.

Koniec końców zakup okazał się całkiem trafiony. Po udanej instalacji zgrabnie skrojona ikona z symbolem żarówki szybko przenosi nas do samego programu. Tam zaś oczom naszym ukazuje się, rozpraszając przecież panującą ciemność, osiem wirtualnych przycisków. Jeden z nich, z napisem „exit”, już od początku zdradza przypisaną do niego funkcję. Domyślenie się działania pozostałych nie sprawia najmniejszego problemu osobom będącym w wieku pozwalającym na pewne trzymanie smartfonu w dłoni. Co oczywiste, wybranie któregoś z symbolu żarówki powoduje rozświetlenie ekranu telefonu na zdeklarowany przez programistów kolor. Intensywność barwy możemy płynnie regulować wirtualnym suwakiem znajdującym się pomiędzy wyświetlanymi symbolami plusa i minusa. Uprzedzam malkontentów, że kliknięcie w żarówkę przezroczystą nie spowoduje przezroczystości znajdującego się w naszych dłoniach urządzenia (trudno, nic nie może być doskonałe).
Clue programu to jednak ta funkcjonalność, która ukryta jest pod nie najładniejszą ikoną latarki. Kiedy jej dotknąłem, lekko przestraszony bajkami o niegrzecznym API, nie stało się nic czego oczekiwaliby pesymiści. Telefon nie eksplodował, nie spłonął, nie wyświetlił nawet żadnego komunikatu o błędzie, po prostu – zgodnie z zamiarem programistów – wygasił całkowicie ekran i rozświetlił cudownie białym, zimnym blaskiem diodę doświetlającą umieszczoną obok obiektywu Samsunga. Z radością poświeciłem sobie trochę na boki, trochę pod nogi, trochę w oczy. Lekko oślepiony odkryłem, że aby wyłączyć diodę i powrócić do menu programu, wystarczy ponownie dotknąć ciemnego wyświetlacza.
Plusy i minusy:
- + Kilka kolorów podświetlenia ekranu w funkcji latarki dla cichociemnych
- + Prawdziwa latarka wykorzystująca diodę LED telefonu
- - Cena (mimo wszystko, ta pokusa co można mieć za te całe osiem złotych)
PS. Wideo nagrane przy użyciu Samsunga Galaxy S
Zapraszam do komentarzy oraz subskrypcji kanału DailyTECH.pl na YouTube.
PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).






