Subskrybuj nas przez:

RSSMailBlipFlakerŚledzikFacebookYouTubeVimeo
2 3 sierpnia 2010
Tomasz "Porhinio" Ręczajski

To MUSI być świetne




Niejako na rozgrzewkę, w celu przetarcia szlaków, chcę podzielić się z Wami paroma spostrzeżeniami dotyczącymi bądź to technologii zastosowanych w coraz to bardziej zaawansowanych telefonach komórkowych, bądź to powszechnych zwyczajów użytkowania tych ostatnich. Zaznaczam przy tym, że są to moje subiektywne opinie. Zaraz, zaraz – sam się zaczynam zastanawiać, czy aby na pewno subiektywne. Może raczej niejeden hurraoptymistyczny komórkomaniak winien przyznać się przed samym sobą, że tak naprawdę są to oczywiste oczywistości, sprytnie zakryte przed zdrowym rozsądkiem kotarą z wielkim napisem „wydałem na to tyle kasy, że głowa boli, a zatem to musi być świetne i już”. Innym wariantem tego hasła jest przytoczone przeze mnie w powitalnej notce porzekadło „każda pliszka swój ogonek chwali”.

Co zatem irytuje mnie najbardziej w tym jednostajnym zachwycie nad prawie każdym pojawiającym się na rynku „w końcu najlepszym modelu” – jak zwykle określają większość smartfonowych nowości marketingowcy i ich naiwne ofiary – klienci (do których, przyznaję się bez bicia, równie często należy autor tych słów). Może po kolei, w porządku niekoniecznie wartościującym:

„Przeglądanie stron internetowych na ekranie XXX to po prostu bajka, żeby nie rzec poezja.”. Zdania takiej, czy podobnej treści czytam często w licznych sieciowych testach, recenzjach telefonów. Osłupienie – najczęściej tym mianem można opisać stan mojego umysłu po lekturze takiej opinii. Sam, mimo doświadczeń z wieloma górnopółkowymi smartfonami, jestem jak najdalszy od tak euforycznych określeń. Czy faktycznie przemierzanie oceanu stron www za pomocą nawet 4,3 calowego wyświetlacza telefonu można nazwać chociażby przyjemnością. Wątpię, chyba że przyjemnością nazwiemy nasze odczucia towarzyszące przesiadce, z dajmy na to, SE K750 na dysponującego właśnie dużym, ponadczterocalowym ekranem HTC HD2. Korzystanie z dobrodziejstw elektronicznej sieci na ekranach wielkości paczki papierosów, jest – w mojej opinii – co najwyżej przykrą koniecznością, wynikającą z nagłej potrzeby: a) dokonania przelewu z własnego e-konta, b) zabicia nudy przeciągającej się podróży, spotkania, wykładu (choć w tym ostatnim przypadku radziłbym mimo wszystko uważać, a nie oglądać gołe babki, czy też inne redtuby). Chwila – powiedzą zapaleńcy – strony internetowe możemy przecież przewijać, a dzięki zastosowaniu technologii multitouch –sprawnie powiększać i zmniejszać. Owszem możemy (nawet scrollując i „szczypiąc” stronę dwadzieścia razy na minutę), ale ciągle twierdzę, że dostęp do zasobów Internetu za pośrednictwem „komórek” – nawet najbardziej zaawansowanych, jest jedynie namiastką, protezą, a nie „marzeniem”, „bajką”, „rewelacją”.


„Czy posiadany przez Ciebie model xxx sprawnie odtwarza pliki w formacie divx, xvid itp.?”. Pytania zbliżonej, a może nawet identycznej treści, wpadają nierzadko do mojej skrzynki pocztowej. W olbrzymiej liczbie przypadków odpowiadam twierdząco: „że tak”, „że sprawnie”, „że jak najbardziej”. I tak faktycznie jest – wiele modeli smartfonów radzi sobie bez problemu z projekcją ruchomych obrazów zakodowanych w wyżej wymienionych standardach. Ja zadaję sobie jednak pytanie – być może obrazoburcze – ale co z tego? W ciągu ostatnich lat zdarzyło mi się obejrzeć na telefonie jeden film – tak, jeden! Przemęczyłem na Nokii N900 całego „Borata”. Koszmar, dźwięk ze stereofonicznych bzyczków płaski, same wysokie tony, obraz ostry – owszem, ale do kompletu brakowało lupy w celu uchwycenia drugoplanowych smaczków, w które film obfituje. Naprawdę nie widziałem nic przyjemnego w półtoragodzinnym wpatrywaniu się w ekran tabletu, oczy zmęczone, ręka od podpierania głowy na łóżku ścierpła – ale frajda. Nie powiem, parę razy przeglądnąłem kilka kabaretowych skeczów, trochę teledysków. Pominę kwestię sensowności trzymania na karcie pamięci czegoś, co widziało się i tak z kilkadziesiąt razy, ale nie mogę nie wspomnieć o niewygodzie takich seansików. Długa jazda w autobusie, ze spuszczoną głową i ze wzrokiem wlepionym w ekran trzymany na wysokości kolan, powoduje – przynajmniej u mnie – przykry ból napiętego karku.

„Dzięki dużej przekątnej ekranu, pisanie wiadomości za pomocą wirtualnej klawiatury qwerty jest niezwykle precyzyjne i łatwe.”. Zdanie to mogłoby być cytatem z niejednej „telefonicznej” recenzji. Nie wiem, może to ze mną coś nie tak, ale chyba dopiero na iPadzie nie miałbym problemów z szybkim trafianiem w wyświetlane na ekranie klawisze. Nie pomaga mi nawet wibracja mogąca często towarzyszyć wybieraniu wirtualnych literek. Czy to Iphone, czy to Wave, czy to – jak ostatnio – Galaxy S, zawsze ilość błędów popełnianych przy redagowaniu tekstu jest zdecydowanie większa niż w trakcie tej samej czynności, ale realizowanej np. za pomocą sprzętowej klawiatury G1. Może wydam się zatwardziałym konserwatystą, niemniej jednak wyznaję zasadę, że nic nie jest w stanie wygrać z fizycznymi przyciskami, z ich wypukłością, z realnym skokiem towarzyszącym wprowadzaniu znaku.


Wyświetlacze SuperAMOLED – faktycznie odznaczają się niezwykłym kontrastem i najczarniejszą z możliwych czernią. Kolory rzeczywiście zaskakują swoją intensywnością, może nawet zbytnią i nieco kiczowatą. Ale konia z rzędem temu, kto odczyta na nich coś w pełnym słonecznym świetle, a cecha ta, przy coraz upalniejszych i słonecznych latach w naszym nadbałtyckim kraju, może stać się w przyszłości ździebko uciążliwa. Warto również wspomnieć o małym „oszustwie” jakiego dokonują producenci wyświetlaczy AMOLED i SuperAMOLED, ukrywający fakt zastosowania technologii Pen Tile, która w rzeczywistości zmniejsza liczbę pikseli z deklarowanej rozdzielczości 480×800 do trochę skromniejszej i wynoszącej 392X653.

Ktoś mógłby zarzucić mi, że przebija z mojej wypowiedzi malkontenctwo. Odpowiem, że raczej realizm. Nie jest również tak, że nie podoba mi się wszystko. Podoba mi się, czym zapewne wielu zdziwię, kurs producentów obrany na zwiększenie możliwości telefonów w dziedzinie przechwytywania obrazów, czy to statecznych, czy to ruchomych. Nie zgadzam się z opinią, że od robienia zdjęć są lustrzanki (bo w opinii wielu snobów tylko lustrzankami robi się zdjęcia, zapominając, że to nie aparat jest autorem fotografii, lecz stojący za nim człowiek), a od kręcenia filmów kamery. Jakoś życie pokazuje, że jak akurat trzeba uchwycić coś ciekawego, coś ulotnego, to nigdy pod ręką nie ma ani cyfrówki, ani kamery. Natomiast telefon z obiektywem zawsze się znajdzie, jak nie swój, to kolegi bądź miłej koleżanki (choć te ostatnie przeważnie mają gorsze).

Na dzisiaj to byłoby tyle. Niedługo znowu ponarzekam, obiecuję.

Źródła ilustracji: bloghtc.pl, test-mobile.fr

Related Posts with Thumbnails

PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).







  • Gość

    Autorze – przecież te wszystkie bajery nie powstały w celu zastąpienia ich tradycyjnych odpowiedników – czyli np. korzystania z internetu na PC lub laptopie używając pełnowymiarowej klawiatury. Nie mają też zastąpić kamery wideo, ani lustrzanki, ani konsoli do gier. Są tam po to, żebyśmy mogli ich używać w sytuacji, gdy nie możemy lub nie chcemy ze sobą zabierać tradycyjnych sprzętów – ponieważ nie pozwalają nam na to ich rozmiary i waga. Jeśli ktoś nie potrzebuje danego urządzenie nie powinien go kupować, a jeśli już przypadkiem kupił (zwiedziony otoczką marketingową) niech ma pretensje do swojej głupoty, a nie producentów.
    Osobiście bardzo cenię sobie możliwość odtwarzania filmów w wielu formatach (po podłączeniu do TV komórka z powodzeniem zastępuje stacjonarne odtwarzacze), wbudowany moduł GPS, aparat fotograficzny – a jestem bardzo zaawansowanym amatorem fotografii. Internetu używam tylko w przypadku gdy jestem poza domem i muszę – bardzo dobrze sprawdza się w takich sytuacjach – lepiej mieć wtedy jakąkolwiek możliwość skorzystania niż w ogóle.
    Zdaję sobie sprawę z motywów napisania tego tekstu i uważam, że jest niepotrzebny. Postęp musi iść do przodu – w dziedzinie takiej jak smartfony szczególnie. Urządzenia te za jakiś czas mogą stać się naszymi podstawowymi urządzeniami multimedialnymi i musimy odboleć te drobne „niewygodne” kroczki, bo w dziedzinie technologii, którą rządzi wielki biznes, nie ma miejsca na kroki milowe – o czym każdy z nas mógł się przekonać, obserwując rozwój komputerów, komórek, czy fotografii cyfrowej.

  • http://mobile990.pl/?p=8542 Mobile990 – twoje źródło informacji o Windows Phone i Android » [Atrykuł] Odpowiedź: To MUSI być świetne

    [...] inaczej, mobilnej technologii, w tym przypadku smartfonów. Autor Tomasz Ręczajski ze strony DailyTECH poddaje w nim pod wątpliwość funkcje, które zachwalają zarówno producenci urządzeń, jak i [...]

DailyTECH.pl - 2008-2011 Copyright © DailyMEDIA.pl
Projekt: Paweł Iwaniuk
Inspiracja: Przemysław Śmit
Wykonanie: Jakub Bilko
Ikony: Sylwia Besz