
Android miał być otwartą i bardziej elastyczną alternatywą dla iPhone OS. Tak przynajmniej myśleliśmy gdy niecałe 2 lata temu Google i HTC zaprezentowało pierwszy smartphone z tym systemem. Z czasem, gdy telefony z Androidem coraz mocniej szturmowały rynek, jasne stało się, że pierwotna wizja mobilnej platformy Google zdecydowanie mija się z rzeczywistością.
Na początku tego wpisu muszę zaznaczyć, że pomimo różnych negatywnych opinii na temat Androida, które zdarza mi się wygłaszać, uważam się za fana i entuzjastę tej platformy. Pisząc lub dyskutując na temat tego systemu, nie można pomijać rewolucji w taniej, chińskiej elektronice jaka dokonała się dzięki Androidowi. Nie należy również zapominać o autorskich projektach przeróżnych urządzeń takich jak chociażby konsola ODROID. To właśnie Android pozwolił wielu małym firmom oraz osobom prywatnym tworzyć własne projekty, w sytuacji gdy napisanie własnego systemu lub wykupienie licencji na dystrybucje, którejś z mobilnych platform, byłoby zbyt kosztowne.
Nie ma jednak róży bez kolców. Sytuacja w środowisku otwartego Androida, a sytuacja w środowisku Androida certyfikowanego przez Google, są zgoła odmienne. Często mówi się (szczególnie ostatnio) o fragmentacji Androida, czyli o rozbiciu rynku pomiędzy poszczególne wersje tego systemu. O ile w przypadku chińskiej elektroniki nie ma to praktycznie żadnego znaczenia, o tyle na rynku telefonów, w sytuacji gdy prawie połowa urządzeń pracuje z systemem 1.5 lub 1.6, znacząca jest ilość modeli z ograniczoną kompatybilnością aplikacji dostępnych w Android Market.
Google zdaje się całkowicie nie przejmować takim stanem rzeczy. Powołane przez giganta stowarzyszenie Open Handset Alliance, choć zrzesza firmy biorące udział w produkcji urządzeń z Androidem to nie wywiera jakiegokolwiek nacisku na wspomnianych producentów. Chodzi tutaj o nacisk w kwestiach takich jak aktualizacja oprogramowania obecnych na rynku telefonów. Problemem jest również jednolity dostęp do owych aktualizacji oraz niepohamowany rozwój kolejnych wersji systemu. Jest to pod wieloma względami problematyczna sytuacja, bo prowokuje wspomnianą wcześniej fragmentację rynku. Dla ilustracji problemu podam Wam następujące przykłady: Motorola wypuszcza na rynek telefon Backflip z Androidem 1.5, pomimo że system 2.1 jest już dostępny. Drugi przykład: HTC aktualizuje Hero do systemu 2.1, choć 2.2 jest już za drzwiami, a o 3.0 mówi się coraz częściej. Obserwując rynek Androida w ciągu ostatnich 12 miesięcy odnieść można wrażenie, że rządzi nim przypadkowość.
Wspomniana organizacja Open Handset Alliance nie reguluje, ani tym bardziej nie planuje wydarzeń. Programiści z zespołu Androida na czele z Andrew Rubinem zdają się po prostu siedzieć i opracowywać nowe funkcje oraz wersje systemu. Producenci natomiast robią to do czego ich powołano – produkują. Brakuje komunikacji, albo przynajmniej jakieś wspólnoty działań obu stron. Zdaje się, że rolę tą pełnić powinno OHA. A jednak, stowarzyszenie służy chyba tylko skupianiu producentów. Wspomniane wcześniej aktualizacje lub cykl wydawniczy pozostawiane są rozwadze i dobrej woli wytwórców. Ci natomiast wypuszczają kolejne modele, a wymienione kwestie traktują bardzo wybiórczo.
Problem dotyczy jednak nie tylko urządzeń, ale również oprogramowania, a dokładnie jego dystrybucji. Android jest bowiem platformą, która podobnie jak iPhone posiada zintegrowany system dystrybucji i sprzedaży aplikacji dla urządzeń na niej opartych. Wspomniany problem dotyczy nierównego dostępu do płatnych aplikacji. W większości krajów, w których dostępne są androidowe smartphony, dystrybuowane są jedynie darmowe aplikacje. Ostatnie miesiące wskazują na pewną zmianę sytuacji. Producenci oprogramowania zaczynają sprzedawać aplikacje samodzielnie lub za pośrednictwem alternatywnych sklepów. Nie jest to jednak przejaw poprawy, a raczej bezsilności producentów oprogramowania, którzy chcą dotrzeć na sztucznie zamrożone rynki.
Taki stan rzeczy sprawia, że coraz częściej pojawiają się głosy niezadowolenia z kształtu Androida jako platformy. Przede wszystkim niezadowoleni są nabywcy pierwszej generacji telefonów z Androidem (głównie ze stajni HTC). Osoby, które zakupiły modele HTC Dream/G1 oraz HTC Magic mają często wrażenie (co wywnioskować można z komentarzy na forach), że kupując wspomniane telefony wzięły udział w globalnym, płatnym teście konsumenckim, którego celem było zebranie informacji oraz danych potrzebnych do stworzenia kolejnych modeli. Wsparcie tych telefonów zostało zakończone kilkanaście miesięcy po ich rynkowej premierze. Co prawda nie było w tej sprawie oficjalnej informacji ze strony HTC. Każdy kto obserwuje sprawy, wie jednak, że HTC jako firma nie jest nadmiernie wylewna w komunikacji ze swoimi klientami. Natomiast wspomniane modele, choć bez najmniejszych problemów mogą pracować z systemem w wersji 2.1, HTC po prostu pozostawiło same sobie. G1 otrzymał aktualizację systemu do wersji 1.5 (w niektórych krajach 1.6), a Magic został z fabrycznym systemem 1.5, zamiast aktualizacji otrzymując na pożegnanie interfejs Sense (choć jeden z operatorów zapewnił swoim klientom aktualizacje do 2.1). Więcej o sprawie tutaj.
Obserwując rozwój Androida jako platformy chciałoby się rzec: nie tak miało być. Android jako system operacyjny ma wielki potencjał. Nie myślę o nim tylko w kategoriach urządzeń mobilnych, takich jak telefony komórkowe, ale również komputerów typu netbook czy smartbook. Google jednak zachowuje się tak jakby spodziewało się, że słupki popularności oraz udziału ich platformy w rynku będą rosły wiecznie. Nokia myślała niegdyś podobnie. Symbian miał dominować wiecznie. Klienci mieli kupować co roku kolejne modele telefonów. Pieniądze miały płynąć. Zgadnijcie co się stało? Byli w błędzie. Nokia N8, która niedługo trafi do sprzedaży nie podnieca już nawet psa z kulawą nogą. Google zabezpieczyło się jednak przed taką ewentualnością. Zrzuciło odpowiedzialność na producentów. W dłuższej perspektywie nawet to nie pomoże. Człowiek, który jest niezadowolony, nie zmieni zdania tylko dlatego, że dowie się kto jest winny tego niezadowolenia. Jedyne co będzie się ostatecznie liczyć to powody owego stanu. Powodów natomiast jest wiele.
PS. Zachęcam do subskrypcji DailyTECH.pl na Blipie, Facebooku oraz YouTube :).






